Adam na Szlaku, czyli historie z wyjazdów różnych

Babia suka po raz drugi

Z Głuchaczek jest wygodna droga na Słowację, gdzie znajduje się żółty szlak pozwalający ściąć kawałek drogi na Babią, bo nie trzeba wchodzić na Mędralową. Szlak ten jest obierany na tyle często, że bazowe z Głuchaczek część ranka spędzały na odprowadzaniu grup do ścieżki, pozwalającej jeszcze szybciej się na nim znaleźć. Chyba przede wszystkim dlatego, idąc swoim czerwonym w ładne, sobotnie popołudnie nie spotykałem za dużo ludzi.

Możliwe też, że już wtedy wszyscy byli na Oktoberfescie pod Markowymi – tłum ludzi wypełnił wszystkie stoliki na dworze, z butelkami piwa błyszczącymi w późnopopołudniowym słońcu. W środku za to zupełnie pusto. Przerażony arcydrogą glebą(24zł!) obejrzałem pierwszy raz tak naprawdę rozpiskę szlaku i ułożyłem Plan. Właściwie – to po prostu stwierdziłem, że mogę z czystym sumieniem zejść do Zawoi i odpocząć przez jeden dzień, śpiąc w łóżku za dychę. Pierwszy raz też dotarło do mnie, że z Olą zrobię aż prawie 1/3 szlaku. Ruszyłem w dół, szlakiem zielonym (kamienne stopnie i w dół – pycha;D)

Dzień, który mi kompletnie wcięło. Warte wspomnienia są za to dwa samotne noclegi w schronisku PTSM w Zawoi-Wełczy, gdzie do mojej wyłącznej dyspozycji zostawiany był prawie cały budynek (niewielki fragment szkolny oddzielony jest kratą). Każdy dźwięk z dworu wpadające przez nieszczelne okno na którymkolwiek z pięter budował atmosferę pierwszych scen horroru;) Do tego prysznic i kuchnia(taka do gotowania dla mas, ale stał tam czajnik dla mnie) w lodowato zimnej piwnicy. Bajka.

Odetchnąwszy przez niedzielę, w poniedziałek ruszyłem dalej. Wymarsz wczesny, bo trzeba jeszcze zejście ze szlaku nadrobić. Miły pan z uciekającym okiem, który sprzątał schronisko, doradził mi przejście szlakiem przez las, zamiast łażenia kilku km szosą. Na mapie też wygląda spoko, więc idę. Z ciekawszych wrażeń z tego odcinka – idąc czarnym szlakiem, cały czas miałem wrażenie, że coś jest nie tak ;) Poza tym: na klasycznej, leśnej drodze, idąc jedną z dwóch pełnych błota kolein słyszałem narastający hałas silnika. W końcu obracam się, a za mną jedzie tir! Słyszałem, że przez e-myto kierowcy jeżdżą bocznymi drogami, ale nie miałem pojęcia jak bardzo;)

Powrót na szlak zajął w końcu prawie 3 godziny (z czego kawałek bardzo szybko, jak próbowałem wóz drabiniasty dogonić, żeby stopem podjechać). Pod Markowymi Szczawinami, siedzi starsze małżeństwo. On ma w ręku mapę i bekę. ‚No, ale wiesz, gdzie jesteś? Nooo, pokaż palcem’.

Z Babią Górą przez pewien czas związane było fatum nie pozwalające mi na nią wejść. Nigdy żaden hardkor, ale po prostu czasem ktoś zaniemógł na dzień przed, czasem komuś czas się skończył i musiał wracać, czasem przez 2 dni padał srogi deszcz. Tak więc trochę się spiąłem widzą na meteo prognozę deszczu na 14:00 – czyli plusminus w okolicy czasu mojego wejścia na szczyt. Na szczęście prognozy goprowców były już naprawdę spoko, burze poszły bokiem w Polskę i na Babiej najwyżej się zachmurzy po moim zejściu.


Po drodze wyprzedziłem rodzinę Ślązaków. ‚Zrobi mi pan zdjęcie?’, ‚Taaa, a kaj wcisnąć?’. Pan się rozmarzył, że też by tak poszedł, pani obśmiała go, że za stary i że brzuch. Przesympatyczni byli i miałem szczęście jeszcze ich spotykać, gdy docierali na szczyt Babiej i Krowiarki akurat, kiedy moje postoje się kończyły. Tylko dziecko ciche, nawet płci nie zapamiętałem.

Z Babiej Góry widok cudowny (okulary przeciwsłoneczne znów dodały pomarańczowego;)), w każdą stronę. Trochę ludzi dyskutuje o widoku po ‚czeskiej’ stronie, jacyś żeglarze o warunkach do pływania. Co jakiś czas któraś z nielicznych chmur przynosi trochę zimnego cienia. Ale z mojego punktu widzenia chmury są zbyt wyraźne i oczywiste, żeby ich cieniem się przejmować. Wyraźnie widać brzeg czarnej plamy ciągniętej przez chmurę, wyraźnie widać ludzi, którzy stoją w cieniu, w słońcu, idą jeszcze pod górę. No i dokładnie określony jest moment, kiedy chmura przyjdzie i pójdzie.

Droga w dół – 700 metrów po kamieniach. Bajka dla kolan.

Krótka przerwa na Krowiarkach. Kolejny ojciec z męskim potomstwem na męskiej wyprawie (aa, chyba nie wspomniałem, że widać tu takich pełno). Tym razem synów jest dwóch. Dookoła budy na wejściu do parku nie biega już pies z maja.

Droga z Krowiarek na schronisko na hali Krupowej była podwójnie dziwna. Raz, że cały czas czarna chmura nade mną nie zaczynała padać, a tylko groziła. Dwa, że jeden z niewielu razów szedłem szlakiem w drugą stronę. Ten odcinek akurat pokonywaliśmy z ekipą w maju idąc z Krupowej przez Krowiarki, potem niebieskim po Górnym Płaju.
Zauważyłem, że jeżeli wziąć do kupy wszystkie moje wyjazdy w Beskidy, to góry te okazują się być bardzo jednokierunkowe: z zachodu na wschód. Jakoś tak zawsze wygodniej dojechać, czy cuś. Nawet mi się przypomniało, jak w Bieszczadach po maturach się zastanawialiśmy, czy się bardziej prawe połowy ciała nam opalą;)

Schronisko na Krupowej prawie puste. Dostałem miejsce w 16ce. Po wejściu zobaczyłem rozwieszone wszędzie rzeczy jakiejś większej ekipy, na oko z 6 osób. Dziewczyna w pokoju, zdziwiona chyba moim widokiem, mówi, że już się nikogo nie spodziewała, więc się trochę rozgościła. O, czyli jednak nie ma reszty ekipy. Tak poznałem Anię, która, jak się okazało, też idzie GSB. Dała sobie jednak trochę mniej czasu, wyszła dwa dni później i nie daje się tak rozpraszać ludziom po drodze;) Po drodze odstrzeliła się jeszcze jej siostra, której poszło coś w nodze. W schronisku jeszcze młode małżeństwo, Radek i Karolina, i jacyś dwaj panowie z jakimiś dziećmi (zgaduję – synami). Z Radkiem, Karoliną i Anią posiedzieliśmy trochę przy ognisku. Gdy Karolina opowiedziała, jak Radka koledzy z pracy zeżarli jakieś wyschnięte ciasto, jeszcze się o nie bijąc prawie, to już nawet mogłem zgadnąć branżę, w której pracuje.

Ognisko trwało długo, a skończyło się zadziwiająco wcześnie. W tumanach gęstej mgły wróciliśmy do schroniska.

Reklamy

3 komentarze

  1. Kwas

    Zawsze gdy wracał temat pisania w-dobrym-stanie zastanawiałem się, czy ktokolwiek w ogóle tam zagląda..
    Ty się nie zastanawiaj – tak – czytamy :)
    …i wspominamy :)

    Powodzenia na szlaku!

    12 lipca 2011 o 23:01

    • teraz mam tu jeszcze funkcję statystyk – także nawet widzę, jak mi się licznik nabija :) Wczoraj prawie setka odwiedzin. Chyba po tym, jak Basia P puściła dalej linka na FB.

      Dzisiaj realizuję etap-niespodziankę, postaram się relację wieczorem wrzucić, także zachęcam do zerkania czasem!

      13 lipca 2011 o 09:40

      • Kwas

        google znalazły Twoją stronkę na wrzucie :)

        14 lipca 2011 o 22:08

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s