Adam na Szlaku, czyli historie z wyjazdów różnych

Wpis z niespodzianką

Zejście z Hali Krupowej do Bystrej to znów cudowna przygoda dla kolan, szczęście, że nie jakoś bardzo kamienista. Schodziliśmy całą czwórką, co najmniej do Jordanowa wszystkim było po drodze. Karolinie zaczęło jednak szwankować kolano i po tym, jak zaczęli zostawać w tyle, postanowili już w Bystrej złapać jakiegoś busa. Do Rabki (mojego celu na dzień, Ania chciała iść dalej) został jakiś taki pozornie nijaki szlak przez wioski, „prosto po szosie”, rzucaliśmy nieco niezadowoleni.
Pierwszą przeszkodą okazały się słabe oznakowania szlaku od tego miejsca. Luz, da się ogarnąć. Drugą – szlak urwał się na rzeczce, w prawo na górkę odbija wydeptana ścieżka. Hmm, obczaimy. Ścieżka prowadzi na małą górkę, z górki widać drugi brzeg, tam jakiś słup i szlak. Ok, czyli przez wodę. Ścieżkę wydeptali chyba nam podobni turyści niedowierzający szlakowi prowadzącemu od razu prosto.
Jordanów – bardzo ładny, centrum małe, więc szybko przez nie przeszliśmy. Dalsza droga to przez jakiś czas słaby kawałek wzdłuż krajówki. Czy na pewno aż tak słaby? Droga pnie się coraz wyżej (lubię pod górkę, więc słyszę komentarz o włączającym się motorku) i otwiera się dookoła mnie coraz więcej przestrzeni. Widać jakieś dalsze miejscowości, poznaję Luboń Wielki w oddali, odgaduję położenie Rabki. Wszystko jak na mapie. I wielka przestrzeń, super. Szlak odbija na mapie w mniejszą szoskę, nie ma znów żadnych oznaczeń przez jakiś czas, jakiś zakręt w uliczkę przegapiamy i idziemy równoległą. Znów w górę, łąka na wzgórzu, znów wielka przestrzeń. Nie są to takie true góry, ale podoba mi się. Nawet ten boski gorąc, który praży bezlitośnie po prostu jest jedynie dowodem na to, że naprawdę jest lato. Jest super.
Do czasu.
Ostatni fragment przed zakopianką to najpierw wielkie błocko – dla mnie luz, ale Ania na szosy założyła adki, więc musi trochę odbić. Tracimy kontakt wzrokowy od razu, przestajemy się słyszeć po chwili. No dobra, idę więc szlakiem – bezkompromisowo (jak ongiś, kto pamięta, ten pamięta;)), nie schodzę. Zaczynają się pokrzywy, ja na gorąc w krótkich spodenkach. Pokrzywy coraz wyższe, ja na gorąc w krótkim rękawku. Pokrzywy jeszcze wyższe, ja na gorąc bez szalika.
Tuż przed zakopianką rozdzielamy się. Ania dalej szlakiem (jeszcze godzina prostego przejścia do Rabki), ja do baru Sponti kilkaset metrów w dół szosy z planem na psikusa. Psikus taki jak na zdjęciu poniżej:)

Bo się Ola broniła.

Piszę już ze schroniska na Starych Wierchach za Rabką. Jak tu szedłem, jeszcze trochę opowiem. Więcej zdjęć i tekstu nie będzie, zasięg jest zbyt parszywy. Zdjęć przy lepszej okazji jeszcze dorzucę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s