Adam na Szlaku, czyli historie z wyjazdów różnych

Beskid Sądecki

Tak jakoś wychodzi, że co przejdę jedną część Beskidów to akurat mam okazję napisać. Po zejściu z Gorców wylądowałem w Krościenku nad Dunajcem, w miejscowości, w której spotykają się Gorce, Pieniny i Beskid Sądecki. Może przegapiłem jakąś sobotnią paradę, może faktycznie tak tam jest – widziałem nadzwyczajnie dużo panów w lokalnych strojach. Prowadzili samochody, stali w kolejce po lody, gdzieś spacerowali. Prawie bym mógł uwierzyć, że to faktycznie ich weekendowy strój. Ale polska wieś tak nie wygląda na co dzień. Ale o tym potem.
Pierwszy nocleg – Przehyba. Po drodze do schroniska dało się zauważyć wyraźny skok w jakości oznaczenia szlaku: pełno znaków, wykrzyknik przed każdym zakrętem albo skrzyżowaniem. Mocne podejście, ładna przełęcz, od połowy drogi co jakiś czas widok na antenę postawioną obok schroniska.

Spałem w namiocie, gdzie miałem okazję nadrobić relację z Gorców. Okazja była, bo sąsiedzi z namiotów obok zamiast swojego pierwotnego planu (‚no to najebać się i spać’) wybrali śpiewy do późna, w tym: „Góralu, czy ci nie żal” oraz harcerskie „Ogniska już dogasa blask”. Całe szczęście dostali za swoje, bo ich położone wcześnie spać dzieci (które w nocy swoją drogą też wołały o ciszę) zerwały się z rana i zaczęły wołać o jedzenie i uwagę.
Następnego dnia lekko opóźniony wymarsz (kawa na słońcu zawsze mi się przeciąga;) ) i droga na Radziejową. Uznałem, że na tabliczkach szlakowych powinny być znaki ostrzegające o obecności jagód po drodze. Urodzaj niesamowity i co chwilę ludzie wyprzedzali się na zmianę, bo znów ktoś gdzieś przy kolejnych dorodnych krzaczkach utykał.

Na Radziejowej wieża, ładny widok, w tym na Tatry.

Potem droga przez Wielkiego Rogacza (zrobiłem sobie zdjęcie pod tabliczką;p) do Niemcowej.
Schodząc z Niemcowej w stronę Rytra zastanawiałem się nad tym, że dawno już kogoś tak naprawdę ciekawego nie spotkałem. Po drodze napotkałem ruiny starej szkoły i postanowiłem zagaić pierwszego spotkanego miejscowego o jej historię.

Okazja jednak przyszła sama. Szlak leciał dalej wzdłuż płotu od drewnianej chaty z poletkiem. Przy chacie – czterech panów rozkoszowało się niedzielnym popołudniem na słońcu. Wyskoczył na mnie ich pies, krzyknęli na niego, coś do mnie i jakoś zaczęła się rozmowa. Po chwili jeden rzucił ‚A z górolami może łyka piwa się chcesz napić?’. No ba, no to jestem już po drugiej stronie płotu.

I tak właśnie poznałem panów: Janusza, Tadka, Władka i drugiego Janusza. Dość długo sobie pogadaliśmy, wyraźnie było widać, że z góralszczyzny przeszli dla mnie na ogólny polski – czasem się nawet poprawiali, powiedziawszy jakiś czasownik przez „o”. Z ciekawszych fragmentów rozmowy(w sumie to z jednym z panów najwięcej gadałem):
Pan Janusz (z wąsem) ma syna archeologa, który po studiach w Rzeszowie trafił na Jagielonkę, potem do Pragi a teraz siedzi w Londynie jako jakiś ekspert. Widać było, że pan Janusz strasznie z niego dumny.
Sam pan Janusz też ma dużo o sobie do opowiedzenia – w wojsku prawie został komandosem w latach 70tych. Ale jakoś się projekt rozleciał i tylko 3 miesiące jakiegoś szkolenia w Egipcie miał ( w siłach stabilizacyjnych chyba). Mimochodem wspomniał, że musiał być naprawdę dobry, bo go wzięli, mimo iż się nie zapisał do partii. Teraz jeździ po Europie i pracuje w różnych miejscach. Stąd pojawił się temat najładniejszych na świecie polskich dziewcząt.
Wszyscy byli zgodni, że ładniejszych nie ma, choć zaczęła się długa dyskusja czy dotyczy to całej Polski, czy tylko Piwnicznej (btw – imiona czterech czy pięciu najładniejszych w okolicy dziewczyn już znam;p ). Potem jeszcze złote rady dla mnie ‚Nie kochaj się w dziewczynach, bo Ci wjebią’ ‚Co mu godosz? Słuchaj Adam, kochaj się w dziewczynach, ale wiedz, że ci wjebią’.
Z wątku o życiu w okolicy: ‚Dobrze to tędy przechodzić, żyć tu źle. Tu wszystko na stojąco umiera. Kiedyś to tu wszystko skoszone było i zadbane. Teraz, to jak nie turystyka to nic.’
Z historii partyzanckich i wojennych: ‚ Mi matka mówiła. Wpadł taki partyzant czasem, że się najeść musi, bo na akcję zaraz leci. I nigdy nie wiedział, czy ktoś go tak nie podpierdoli. Wtedy to nawet kuzyn kuzyna podpierdolić mógł. A jak ruskie przychodzili żołnierze, to tylko dawaj kuszać, albo ciebie zastrieliu. Ostatnią kromkę zabrał a wy rebiata z głody zdychajcie. A jak się mu miodu dawało, to żarł aż potąd i nie wiedział, że zaraz po nim będzie jak za dużo tego zeżarł. Co by o Niemcach nie mówić, jak kto nie był im sypnięty to w spokoju zostawiali.’
O Łemkach: ‚Bo prawda taka, że oni to za Polakami byli. Źle, że ich wysiedlili. Ale ja dumam, ze oni kiedyś wrócą i się o swoje upomną.’
Na koniec najlepsze podsumowanie, które rzucił pan Waldek: ‚Kiedyś, to był 1959, to bida była. Z siostrą szedłem 10km, bo chleb miał być i jak się ludzie zlecieli to ona się dopchała jeszcze, ale mnie wypchnęli. No i tyleśmy tam czekali, że cały chleb w drodze do domu zjedli. Wtedy to nie było tak, że nic się nie robi. Każdy musiał zapierdalać. Co kto umiał, to robił. A nawet jak nic w gospodarstwie nie umiał, to na pole krowy paść. A jak nie zapierdalał, to z głodu zdychał. Nie to, co teraz. Nie było emerytury, renciny. Teraz, to my złote czasy momy. Każdy te kilkaset złotych dostanie. Teraz złote czasy momy. Momy i narzekomy.’ Spiłem piwo, strzeliłem na szybko zdjęcie (sorry za jakość) i ruszyłem dalej.
Przez Rytro, koło ruin zamku i znów do góry. W planie albo Cyrla i tajemnicze prywatne schronisko (tajemnicze, bo te pryw. z mapy nie zawsze działają) albo pttk na Hali Łabowskiej. Gdy doszedłem na Cyrlę spotkałem ekipę (trzech chłopaków i dziewczynę) po maturach, wydawali się w porzo, było i tak późno, więc zostałem. Trochę się rozgadałem o Gruzji, oni dość chętnie słuchali. Ba, nawet jak w chwili opamiętania rzuciłem jakieś ‚Rany, ile ja gadam’, odpowiedzieli ‚I słusznie’ ;) Zdjęcie im i schronisku zrobiłem już z oddali, odchodząc:

Ostatni dzień w Beskidzie Sądeckim zacząłem od wyjścia bez porannej kawy, więc pierwszego, trzygodzinnego odcinka prawie nie pamiętam;p Ołtarz, kapliczka i krzyż, widok, miejscowi zbierają jagody. Tyle. Schronisko na hali Łabowskiej, czarna parzona, jest git.
Kolejny odcinek to pierwszy półmetek – połowa kilometrów z czerwonego szlaku za mną :D Przerwa w schronisku pod Jaworzyną Krynicką i schodzę do Krynicy. Na mapie szlak prowadzi po stokach narciarskich, po drodze jednak nie ma żadnych oznaczeń. No nic, orczyków się łatwiej trzymać niż znaków. W końcu i szlak się znajduje i jestem w Krynicy, tu drugi półmetek – granica między zachodnią a wschodnią częścią szlaku. Moje spotkanie z tym obleśnym wczasowiskiem opiszę już następnym razem.

Reklamy

One response

  1. Agata B

    Rozmowa z góralami – jedną z najlepszych dysput jaką ostatnio przeczytałam! Właśnie wróciłam z Bieszczad, pokonawszy zaledwie mały % całego GSB :-)
    Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszym podążaniu za czerwonymi znaczkami.

    28 lipca 2011 o 12:53

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s