Adam na Szlaku, czyli historie z wyjazdów różnych

Beskid Niski czyli Mokry cz.2

Bazy studenckie mają to do siebie, że strasznie ciężko mi się z nich wychodzi. Miałem plan na 7 godzin szlaku i wiedziałem, że mogę jeszcze chwilę bezkarnie zasiedzieć się w Regietowie. Nawet kiedy przestałem straszliwie przeciągać pakowanie się i już byłem gotów do wymarszu, jeszcze usiadłem na wypicie kawy z bazowymi. W końcu jestem na wakacjach i nie idę na czas, nie? :)
Na pierwszym szczycie, zaraz obok bazy znajduje się tzw. Rotunda, bardzo ciekawy, pierwszowojenny cmentarz. W ogóle w całym Beskidzie Niskim jest ich cała masa (Rotunda ma na mojej mapie numer 51), z reguły jednak chyba dużo bardziej niepozornych.


Pierwsi spotkani po drodze turyści to idący z naprzeciwka trzej kolesie w wojskowych ciuchach, wojskowych chustach na głowie, z wojskowymi plecakami, w wojskowych butach… Pogardliwie spojrzeli na moje (jeszcze) suche buty i powiedzieli o czekającym na mnie błocie na szlaku. Myślałem, że ostatnie dwa dni w deszczu już dały mi jakieś pojęcie o tym, jak mokro może być na szlaku. Już wkrótce miało się jednak okazać, jak bardzo się myliłem. Chwilę później zaczęło się błoto, które miało towarzyszyć mi aż do końca Beskidu Niskiego.

Pierwszy odcinek szlaku zaprowadził mnie do miejscowości Żdynia, w której następnego dnia miała się rozpoczynać łemkowska Watra, na którą miało się zjechać kilkanaście tysięcy gości. Na razie jednak okolica świeciła pustkami. Zaszedłem na obiad do jakiegoś ośrodka, też praktycznie pustego. Tylko gdzieś w kącie pan – miłośnik Beskidu Niskiego oraz starsi państwo z wnukiem przy jednym ze stolików. Przemiła pani z grubym warkoczem za pas informuje, że dziś podają pomidorową i pierogi. Już byłem i tak całkiem zachwycony wielką porcją, kiedy zauważyłem, że trzylatek karmiony przez dziadków na tyle najadł sie zupą, że pierogi musieli wciskać mu na ‚leci samolocik, leci…’ Nie musiałem długo kombinować, żeby załatwić, żeby ostatnie samolociki poleciały na mój talerz. Bajka.
Kolejny odcinek był na mapie oznaczony całkiem dziwnie. Jeszcze oglądając w Regietowie mapę, zauważyliśmy z bazowym Kubą, że szlak w niesamowity sposób zdaje się przeplatać z rzeczką w jednej z dolin. ‚Pewnie błąd mapy, albo są jakieś kładki’ – rzuciłem rano. Za to już na miejscu okazało się, że szlak biegnie jednak dokładnie tak, jak mówiła mapa. Na kilku kolejnych przejściach miałem możliwość ćwiczenia sposobów wszelkich pokonywania wody:
– skakanie na małą, obrośniętą trawą łachę piachu
– liczenie na wodoodporność butów (był jeden bród, tak akurat do kostek)
– zmiana butów na sandały
– przejście po przewalonym drzewie
– przejście po stosie naniesionych przez wodę gałęzi, które zahaczyły się o jakieś przewrócone drzewko.





Zabawa była przednia, chociaż czasu trochę więcej zeszło niż planowałem. Już nieco się śpiesząc, przechodziłem przez kolejną miejscowość, za którą zaczynał się ostatni odcinek, kończący się w bacówce PTTK w Bartnem. Kiedy zszedłem z głównej szosy, w jednym z ostatnich domów przy bocznej ścieżce zobaczyłem jakąś grupę przy kolacji. Ktoś coś do mnie krzyknął, ktoś zaprosił do stołu. Ok, no to wchodzę na teren działki i jestem.
Już parę metrów od stołu usłyszałem, że język polski używany jest naprzemiennie z innym językiem, co zabawne – później także w czasie zwracania się do mnie. Ów inny język rozpoznałem już bez trudu – spotkałem kolejną ekipę Łemków.
Dostałem kiełbę, chleba i piwko i zacząłem się poznawać z moimi gospodarzami. Chyb wszyscy studenci, mieszkają teraz w różnych miejscach w Polsce. Oczywiście przyjechali tu na watrę. Jednak nie jako zwykli goście, bo występują ze swoim zespołem Lemko Tower (prawie nawet dostałem płytę, ale żadnej nie mogli znaleźć). Posiedziałem z godzinkę, pogadaliśmy, posłuchałem jak śpiewają kilka swoich piosenek – mega klimat. W międzyczasie jeszcze zaproponowali mi spróbowanie szalenie popularnej wśród Łemków ‚kropki’, czyli eteru. Stosowany kiedyś jako środek znieczulający, był wykradany z lekarskich zapasów przez internowanych w czasie pierwszej wojny światowej Łemków, którzy już na stałe polubili tę używkę (tyle mi powiedział jeden ze spotkanych przewodników, na wikipedii jeszcze sporo wspominają o szerszym problemie spożywania eteru w Polsce w XXleciu międzywojennym). Obficie opisana róźnorakimi ostrzeżeniami butelka nie budzi zaufania w pierwszym momencie. Procedura przygotowania trunku jest całkiem prosta: do kielonka od wódki wlewa się na 1/4 wysokości nieco eteru i zalewa do połowy wysokości mlekiem. Potem kielonek wlewa się w gardło powoli (zaznaczali, że nie tak, jak wódkę), chwilę odczekuje i głośno beka. Jednak, żeby czuć jakieś działanie trzebaby więcej niż jeden kielonek przyswoić.

W którymś momencie szlakiem szło jakichś dwóch kolesi, moi gospodarze tylko im pomachali a ja już wiedziałem, że spotkam się z nimi w schronisku. Jeszcze trochę pogadałem z zespołem, obiecałem wybrać się kiedyś na Łemkowską Watrę i poszedłem.

Kolesie, których widziałem na szlaku okazali się być dwoma bardzo w porzo Marcinami, również robiącymi cały GSB. Zagadaliśmy się do późniejszego wieczora i postanowiliśmy następnego dnia iść razem do Kątów, gdzie do mnie dojechać miała Ola, a ich jakiś znajomy zabrać autem na jedną noc na imprezę.

Następnego dnia szło nam się szybko i sprawnie, lecz cały czas w lesie i przy słabej pogodzie, więc ani widoków nie było, ani żadnego zdjęcia nie zrobiłem. Na ostatnim odcinku przed Kątami dopiero otworzyła się przed nami nieco większa przestrzeń, na pokrytym łąkami i polami zboczu schodzącym do wsi. W pewnym momencie z naprzeciwka pojawiła się dziewczyna, która na nasz widok stanęła i patrzyła, jak idziemy w jej stronę. Jeden z Marcinów rzucił ‚Ej, o co cho…aaa, rozumiem’ i puścił mnie przodem. Przyjechała Ola :)

W międzyczasie jeszcze się dogadałem z chłopakami, że razem z nimi wybierzemy się na imprezę, która okazała się być po prostu małym spotkaniem z okazji urodzin bazującego w studenckiej chacie w Teodorówce Piotra. Kilka ludzi w klimacie, gitara, opowieści o Kubie i Meksyku, i polskich górach. Następnego dnia zostaliśmy odwiezieni z powrotem na szlak i, już we czwórkę, szliśmy dalej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s